Nie czuję się na tyle silna, aby wstać z łóżka. Nie czuję się na tyle silna, aby wykonywać jakąkolwiek czynność. Nie potrafię spojrzeć w swoje odbicie. Nie potrafię żyć bez mojej malutkiej córeczki. Nie potrafię zejść po schodach na dół i udawać, że nie widzę zabawek porozrzucanych po całym pokoju. Zapewnienia Leóna, że wszystko będzie dobrze nic nie dają. Potrafię się tylko smucić. Nie potrafię uśmiechnąć się ze świadomością, że nie mogę przytulić do siebie Nicole i pocałować czule i delikatnie jej czerwony policzek. Nie usłyszę jej słodkiego śmiechu, kiedy León bawi się z nią wykonując głupie miny. Dłużej nie zniosę już tego bólu. To wszystko mnie przytłacza.
-Skarbie, martwię się o ciebie - usłyszałam cichy szept przy uchu. Spojrzałam na Verdasa przez ramię i posłałam mu uśmiech, który raczej wyglądał jak grymas. Lecz nie to było teraz najważniejsze. -Może byś chociaż coś zjadła - dodał i objął mnie ramionami. Wtuliłam się w jego umięśniony tors i oparłam głowę na jego ramieniu. Postanowiłam dać upust wszelkim emocjom, i po chwili za koszulę bruneta zaczęły skapywać łzy. Nie mogłam przestać płakać, to było silniejsze ode mnie.
Przystojny brunet ucałował czule moje czoło i przycisnął do siebie. Nic nie mówił. On także przeżywam to co ja, lecz nie okazywał tego w tak emocjonalny sposób. Kiedy patrzysz na jego twarz, nie widzisz żadnej emocji. Lecz gdy spojrzysz w głąb jego duszy, w jego oczy dostrzeżesz jego prawdziwe uczucia. On czuje to samo co ja. Smutek rozpiera go od środka. Nic nie możemy poradzić na władające nami uczucia. Bez naszej kruszynki już nic nie będzie takie samo.
Może mój tata miał rację? Gdy dowiedział się o ciąży od razu zaczął powtarzać, że będę tylko cierpiała. Potrząsam głową aby odgonić od siebie tę myśl. Nie. Nie miał racji. Nigdy nie miał racji. Potrafił tylko rozdzielać mnie i Leóna. Tylko ranił. Ale to nadal mój tata. Czy ranił, czy nie, to nadal mój tata i powinnam kochać go bez względu na wszystko. Czasami to on sprawia, że mam ochotę wykreślić go z mojego życia. Ale nie potrafię.
-Ja już nie mogę... Nie daję sobie rady - szepnęłam zgniatając w palcach materiał jego koszuli. Oparłam czoło o jego ramię. -To mnie przerasta - wyszeptałam cicho.
Pogładził czule ręką moje plecy. Nie musiał nic mówić aby poprawić mi humor. Swoim dotykiem potrafił załagodzić moje emocje i sprawił, że przestaję myśleć o bożym świecie. Odsuwam się od niego minimalnie i przeczesuję włosy dłonią. Nieznacznie pociągam nosem i przecieram jego zaczerwieniony czubek rękawem różowego, znoszonego swetra. Verdas chowa ręce za plecy i zaczyna grzebać w kieszeni. Przetarłam porządnie oczy i odgarnęłam włosy na plecy. Zmarszczyłam brwi, gdy zielonooki powoli podniósł się , a następnie zniżył klękając na jedno kolano. Zaczęłam zastanawiać się co chce zrobić. Jesteśmy parą. Chłopak i dziewczyna.Mamy nieślubne dziecko. Mieliśmy nieślubne dziecko. Mimo tego nie oświadczył mi się jeszcze. Czyżby chciał zrobić to teraz? Nie chciałabym, aby okazało się to nieprawdą. Brunet wysuwa w moją stronę otwartą dłoń na której leży małe, czerwone pudełeczko. Przyglądam mu się chwilę. Spoglądam na twarz ukochanego a on przytakuje. Widać, że jest zdenerwowany. Sięgam delikatnie po pudełeczko i otwieram je bez trudu. Moim oczom ukazuje się pierścionek. Pierścionek! Mimowolnie przygryzam wargę uśmiechając się jednocześnie. Po chwili słyszę słowa:
-Jesteśmy ze sobą już parę lat, a ja nadal bardzo cię kocham - mówi - I mam nadzieję, że ty mnie też - dodaje, a ja mimowolnie przytakuję skupiając całą swoją uwagę na jego twarzy. Obserwują każdy milimetr jego skóry. - Przeszliśmy już razem tak wiele, wiemy o sobie niemal wszystko, lecz dopiero teraz zdecydowałem się na kolejny krok. Bałem się trochę, nadal się boję, bo zawsze możesz się nie zgodzić. Mimo wszystko zdecydowałem się zaryzykować - w jego oczach pojawiły się ogniki szczęścia gdy zauważył mój wyraz twarzy. A może to coś innego? -Ciągle boję się zadać to pytanie - zaśmiał się nerwowo.
-Niepotrzebnie - szepnęłam wzruszona i podniosłam się klękając na kolanach. -Zgadzam się - dodałam cichutko gładząc dłonią jego zaczerwieniony policzek. Na jego twarzy pojawił się słodki uśmiech z nutką ulgi. Zbliżyłam się do niego powoli i pocałowałam go czule. Starałam się włożyć w ten pocałunek wszystko co teraz czułam. Smutek, radość, szczęście, miłość. Wszystko to kłębiło się w moim wnętrzu. Chciałam, aby poczuł to co ja czuję. Abym mogła podzielić się z nimi moimi emocjami.
Brunet odsunął delikatnie swoją twarz, po czym wziął ode mnie pudełeczko i wyjął z niego pierścionek. Przyjrzał mu się chwilkę i uniósł czule moją prawą dłoń. Wsunął pierścionek na odpowiedni palec i zamknięte pudełeczko odłożył na szafkę. Usiadł po turecku i posadził mnie na swoich udach. Uparłam się o niego plecami. Zaczęłam przyglądać pierścionkowi. Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej, gdy objął mnie rękoma w talii. Mimo tego szczęścia czułam w sobie smutek z powodu utraty naszego szczęścia. Starałam się nie myśleć o tym w tak ważnym dla nas obojgu momencie.
-To nie był zbyt dobry pomysł - usłyszałam cichy szept. - Ale nie mogłem patrzeć, jak chodzisz taka smutna - dodał cicho opierając brodę na moim kościstym ramieniu. Odchyliłam delikatnie głowę i przyłożyłam wargi do jego policzka.
-To najlepszy moment - szepnęłam. -Nie wyobrażam sobie lepszego.
Przymknął oczy i zaczął kołysać się w prawo i w lewo, niby uspokajająco. Poczułam jak moje powieki robią się ciężkie i zasnęłam.
Gdy podniosłam powieki zaskoczyła mnie ciemność panująca dookoła. Delikatnie poruszyłam ręką i pod opuszkami palców poczułam ciepłą kołdrę. Parę milimetrów w prawą stronę moja ręka natknęła się na krótkie, miękkie włosy. Uśmiechnęłam się pod nosem i pokręciłam delikatnie głową.
-Nie śpisz?- mruknął León leżąc z nadal zamkniętymi oczami. Podniosłam się delikatnie na łokciach i odpowiedziałam
-Przed sekundą się obudziłam. - Spojrzałam na zegar. 01:34. Westchnęłam ciężko i opadłam głową na poduszkę. León objął mnie ręką w talii i przyciągnął do swojego ciała. Uśmiechnęłam się pod nosem i przejechałam nosem po jego ramieniu. Zamknęłam oczy wtulając się w niego. Czułam jego ciepły oddech na swojej szyi.
-Śpij kotku - szepnął cicho gładząc mnie czule po plecach. Gdy dotykał mojej skóry przez materiał bluzki - którą ciągle miałam na sobie - czułam przyjemne mrowienie w miejscach, w których znajdowały się jego długie palce. Starałam się znów zasnąć, lecz byłam zbyt rozbudzona. W pewnym momencie rozległ się zbyt głośny dźwięk dzwonka telefonicznego. Verdas westchnął głośno i przewrócił się na plecy a mnie pociągnął za sobą. Parsknęłam mimowolnie cichym śmiechem a on sięgnął dłonią po telefon. Spojrzał przymrużonymi oczami na ekran i odrzucił połączenie. Ułożyłam głowę na jego torsie zdziwiona.
-Nie odbierzesz?- zapytałam cicho z lekką chrypką. Odchrząknęłam.
-Jest noc i powinniśmy spać - szepnął i pocałował mnie w czubek głowy oraz opatulił nas jeszcze mocniej grubą kołdrą. Zaczęłam palcem wskazującym kreślić wzorki na prawej stronie jego torsu, dokładnie śledząc jego ruchy. Nagle - co wcale nie było nowością - telefon zadzwonił po raz kolejny. Zirytowany León wziął go do ręki i odebrał. Przyłożył połączenie do ucha. Głos w telefonie mówił bardzo szybko, a zaspany Verdas mruczał coś co pół minuty. Widziałam, że zasypiał, dlatego szturchnęłam go delikatnie w policzek aby skupił się na rozmowie, bo skoro ktoś dzwoni o pierwszej w nocy znaczy, że to musi być coś ważnego. Brunet otworzył oczy i zaczął tworzyć w odpowiedzi coraz dłuższe zdania. Pobudził się skupiając swój wzrok na suficie, jednak co jakiś czas zerkał na mnie. Nagle bez zapowiedzi usiadł, przez co spadłam na łóżko. Westchnęłam głośno i zgarnęłam włosy z twarzy. Zapaliłam lampkę nocną stojącą na szafce obok łóżka po czym zwróciłam wzrok na Leóna. Na jego twarzy pojawiło się zaniepokojenie, a zaraz potem strach. Zagryzłam dolną wargę (która i tak już piekła) zastanawiając się o co może chodzić. Gdy brunet odłożył telefon na poduszkę podniósł się szybko i podszedł do dużej szafy. Zaczął nerwowo przetrząsać ubrania, aż w końcu wyjął z niej pomięty podkoszulek oraz spodnie jeans'owe. Ja sama wstałam i podeszłam do niego.
-Coś się stało?- zapytałam cicho kładąc dłonie na jego ramionach. Nawet nie odwrócił głowy aby na mnie spojrzeć. Nie zareagował. Domyśliłam się, że to coś poważnego a nie chciałam zostawiać go z tym samego. Gdy wyszedł z pokoju wybiegłam za nim. Zbiegliśmy na dół. Brunet zatrzymał się przy drzwiach wyjściowych i założył buty, ja zrobiłam to samo.Razem wyszliśmy z domu a ja zatrzasnęłam drzwi.
-León!- podniosłam delikatnie głos próbując dogonić go biegnące go w stronę samochodu. -León!- powtórzyłam nerwowo łapiąc powietrze. Zatrzymał się przy samochodzie i odwrócił w moją stronę. Spojrzał na mnie zaczerwienionymi oczami. Stanęłam centralnie przed nim. -Powiesz mi o co chodzi?- zapytałam cicho, zaniepokojona.
-Mój ojciec umiera w szpitalu, miał zawał - powiedział twardo. Jego głos wyprany był z wszelkich emocji.
-Skarbie, martwię się o ciebie - usłyszałam cichy szept przy uchu. Spojrzałam na Verdasa przez ramię i posłałam mu uśmiech, który raczej wyglądał jak grymas. Lecz nie to było teraz najważniejsze. -Może byś chociaż coś zjadła - dodał i objął mnie ramionami. Wtuliłam się w jego umięśniony tors i oparłam głowę na jego ramieniu. Postanowiłam dać upust wszelkim emocjom, i po chwili za koszulę bruneta zaczęły skapywać łzy. Nie mogłam przestać płakać, to było silniejsze ode mnie.
Przystojny brunet ucałował czule moje czoło i przycisnął do siebie. Nic nie mówił. On także przeżywam to co ja, lecz nie okazywał tego w tak emocjonalny sposób. Kiedy patrzysz na jego twarz, nie widzisz żadnej emocji. Lecz gdy spojrzysz w głąb jego duszy, w jego oczy dostrzeżesz jego prawdziwe uczucia. On czuje to samo co ja. Smutek rozpiera go od środka. Nic nie możemy poradzić na władające nami uczucia. Bez naszej kruszynki już nic nie będzie takie samo.
Może mój tata miał rację? Gdy dowiedział się o ciąży od razu zaczął powtarzać, że będę tylko cierpiała. Potrząsam głową aby odgonić od siebie tę myśl. Nie. Nie miał racji. Nigdy nie miał racji. Potrafił tylko rozdzielać mnie i Leóna. Tylko ranił. Ale to nadal mój tata. Czy ranił, czy nie, to nadal mój tata i powinnam kochać go bez względu na wszystko. Czasami to on sprawia, że mam ochotę wykreślić go z mojego życia. Ale nie potrafię.
-Ja już nie mogę... Nie daję sobie rady - szepnęłam zgniatając w palcach materiał jego koszuli. Oparłam czoło o jego ramię. -To mnie przerasta - wyszeptałam cicho.
Pogładził czule ręką moje plecy. Nie musiał nic mówić aby poprawić mi humor. Swoim dotykiem potrafił załagodzić moje emocje i sprawił, że przestaję myśleć o bożym świecie. Odsuwam się od niego minimalnie i przeczesuję włosy dłonią. Nieznacznie pociągam nosem i przecieram jego zaczerwieniony czubek rękawem różowego, znoszonego swetra. Verdas chowa ręce za plecy i zaczyna grzebać w kieszeni. Przetarłam porządnie oczy i odgarnęłam włosy na plecy. Zmarszczyłam brwi, gdy zielonooki powoli podniósł się , a następnie zniżył klękając na jedno kolano. Zaczęłam zastanawiać się co chce zrobić. Jesteśmy parą. Chłopak i dziewczyna.
-Jesteśmy ze sobą już parę lat, a ja nadal bardzo cię kocham - mówi - I mam nadzieję, że ty mnie też - dodaje, a ja mimowolnie przytakuję skupiając całą swoją uwagę na jego twarzy. Obserwują każdy milimetr jego skóry. - Przeszliśmy już razem tak wiele, wiemy o sobie niemal wszystko, lecz dopiero teraz zdecydowałem się na kolejny krok. Bałem się trochę, nadal się boję, bo zawsze możesz się nie zgodzić. Mimo wszystko zdecydowałem się zaryzykować - w jego oczach pojawiły się ogniki szczęścia gdy zauważył mój wyraz twarzy. A może to coś innego? -Ciągle boję się zadać to pytanie - zaśmiał się nerwowo.
-Niepotrzebnie - szepnęłam wzruszona i podniosłam się klękając na kolanach. -Zgadzam się - dodałam cichutko gładząc dłonią jego zaczerwieniony policzek. Na jego twarzy pojawił się słodki uśmiech z nutką ulgi. Zbliżyłam się do niego powoli i pocałowałam go czule. Starałam się włożyć w ten pocałunek wszystko co teraz czułam. Smutek, radość, szczęście, miłość. Wszystko to kłębiło się w moim wnętrzu. Chciałam, aby poczuł to co ja czuję. Abym mogła podzielić się z nimi moimi emocjami.
Brunet odsunął delikatnie swoją twarz, po czym wziął ode mnie pudełeczko i wyjął z niego pierścionek. Przyjrzał mu się chwilkę i uniósł czule moją prawą dłoń. Wsunął pierścionek na odpowiedni palec i zamknięte pudełeczko odłożył na szafkę. Usiadł po turecku i posadził mnie na swoich udach. Uparłam się o niego plecami. Zaczęłam przyglądać pierścionkowi. Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej, gdy objął mnie rękoma w talii. Mimo tego szczęścia czułam w sobie smutek z powodu utraty naszego szczęścia. Starałam się nie myśleć o tym w tak ważnym dla nas obojgu momencie.
-To nie był zbyt dobry pomysł - usłyszałam cichy szept. - Ale nie mogłem patrzeć, jak chodzisz taka smutna - dodał cicho opierając brodę na moim kościstym ramieniu. Odchyliłam delikatnie głowę i przyłożyłam wargi do jego policzka.
-To najlepszy moment - szepnęłam. -Nie wyobrażam sobie lepszego.
Przymknął oczy i zaczął kołysać się w prawo i w lewo, niby uspokajająco. Poczułam jak moje powieki robią się ciężkie i zasnęłam.
Gdy podniosłam powieki zaskoczyła mnie ciemność panująca dookoła. Delikatnie poruszyłam ręką i pod opuszkami palców poczułam ciepłą kołdrę. Parę milimetrów w prawą stronę moja ręka natknęła się na krótkie, miękkie włosy. Uśmiechnęłam się pod nosem i pokręciłam delikatnie głową.
-Nie śpisz?- mruknął León leżąc z nadal zamkniętymi oczami. Podniosłam się delikatnie na łokciach i odpowiedziałam
-Przed sekundą się obudziłam. - Spojrzałam na zegar. 01:34. Westchnęłam ciężko i opadłam głową na poduszkę. León objął mnie ręką w talii i przyciągnął do swojego ciała. Uśmiechnęłam się pod nosem i przejechałam nosem po jego ramieniu. Zamknęłam oczy wtulając się w niego. Czułam jego ciepły oddech na swojej szyi.
-Śpij kotku - szepnął cicho gładząc mnie czule po plecach. Gdy dotykał mojej skóry przez materiał bluzki - którą ciągle miałam na sobie - czułam przyjemne mrowienie w miejscach, w których znajdowały się jego długie palce. Starałam się znów zasnąć, lecz byłam zbyt rozbudzona. W pewnym momencie rozległ się zbyt głośny dźwięk dzwonka telefonicznego. Verdas westchnął głośno i przewrócił się na plecy a mnie pociągnął za sobą. Parsknęłam mimowolnie cichym śmiechem a on sięgnął dłonią po telefon. Spojrzał przymrużonymi oczami na ekran i odrzucił połączenie. Ułożyłam głowę na jego torsie zdziwiona.
-Nie odbierzesz?- zapytałam cicho z lekką chrypką. Odchrząknęłam.
-Jest noc i powinniśmy spać - szepnął i pocałował mnie w czubek głowy oraz opatulił nas jeszcze mocniej grubą kołdrą. Zaczęłam palcem wskazującym kreślić wzorki na prawej stronie jego torsu, dokładnie śledząc jego ruchy. Nagle - co wcale nie było nowością - telefon zadzwonił po raz kolejny. Zirytowany León wziął go do ręki i odebrał. Przyłożył połączenie do ucha. Głos w telefonie mówił bardzo szybko, a zaspany Verdas mruczał coś co pół minuty. Widziałam, że zasypiał, dlatego szturchnęłam go delikatnie w policzek aby skupił się na rozmowie, bo skoro ktoś dzwoni o pierwszej w nocy znaczy, że to musi być coś ważnego. Brunet otworzył oczy i zaczął tworzyć w odpowiedzi coraz dłuższe zdania. Pobudził się skupiając swój wzrok na suficie, jednak co jakiś czas zerkał na mnie. Nagle bez zapowiedzi usiadł, przez co spadłam na łóżko. Westchnęłam głośno i zgarnęłam włosy z twarzy. Zapaliłam lampkę nocną stojącą na szafce obok łóżka po czym zwróciłam wzrok na Leóna. Na jego twarzy pojawiło się zaniepokojenie, a zaraz potem strach. Zagryzłam dolną wargę (która i tak już piekła) zastanawiając się o co może chodzić. Gdy brunet odłożył telefon na poduszkę podniósł się szybko i podszedł do dużej szafy. Zaczął nerwowo przetrząsać ubrania, aż w końcu wyjął z niej pomięty podkoszulek oraz spodnie jeans'owe. Ja sama wstałam i podeszłam do niego.
-Coś się stało?- zapytałam cicho kładąc dłonie na jego ramionach. Nawet nie odwrócił głowy aby na mnie spojrzeć. Nie zareagował. Domyśliłam się, że to coś poważnego a nie chciałam zostawiać go z tym samego. Gdy wyszedł z pokoju wybiegłam za nim. Zbiegliśmy na dół. Brunet zatrzymał się przy drzwiach wyjściowych i założył buty, ja zrobiłam to samo.Razem wyszliśmy z domu a ja zatrzasnęłam drzwi.
-León!- podniosłam delikatnie głos próbując dogonić go biegnące go w stronę samochodu. -León!- powtórzyłam nerwowo łapiąc powietrze. Zatrzymał się przy samochodzie i odwrócił w moją stronę. Spojrzał na mnie zaczerwienionymi oczami. Stanęłam centralnie przed nim. -Powiesz mi o co chodzi?- zapytałam cicho, zaniepokojona.
-Mój ojciec umiera w szpitalu, miał zawał - powiedział twardo. Jego głos wyprany był z wszelkich emocji.
_______
Rozdział pierwszy - obecny!
Dosyć długo czekaliście, ponieważ jakoś nie mogłam zebrać się, aby go napisać. Poza tym nie jest on długo. Wręcz masakrycznie krótki, co prosi się o naganę lecz nic więcej dzisiaj z siebie nie wykrzeszę. Mam nadzieję, że się podoba chociaż nie wyszedł on za dobrze. Tytuł jak zawsze nie pasuje do całości rozdziału, dlatego nie bierzcie tego jako zapowiedź rozdziału, bo teraz po przeczytaniu go wiecie, że tak nie jest, chociaż do reszty opowiadania pasować będzie :)
Życzę wam dobrej nocy/miłego dnia!
