Na tym świecie nic nie jest dobre. Wszystko (i wszyscy) zawiera w sobie chociaż odrobinę zła, co wywołuje u nas cierpienie. A nie możemy patrzeć na cierpiące bliskie nam osoby, bo serce się nam kraja. Ja jestem do tego niestety zmuszona. Chciałabym pomóc jakoś bliskim osobom, aby nie cierpiały. Jednak na tym świecie jest to nieuniknione. Nie możemy przewidzieć co się wydarzy. Czy coś dobrego, czy złego. Rzeczywistość w której żyjemy jest nie do przewidzenia. Jakże potrafimy ją znienawidzić przez takie nieprzewidywalne wypadki.
Mrugam kilkakrotnie oczami, aby nie zasnąć. Siedzimy w tym przeklętym, szpitalnym korytarzu jakieś dwie godziny i nie otrzymaliśmy jeszcze żadnej, choćby najmniejszej wiadomości o stanie ojca Leóna. Z tego co widzę, León ani trochę nie jest śpiący i cały czas przytula swojego młodszego braciszka Josh'a, który ma dwa latka. Zaraz obok niego na krześle siedzi wysoka blondynka trzymając kurczowo za rękę swojego Włoskiego chłopaka. Młodsza siostra mojego chłopaka od jakichś dwóch godzin była bliska płaczu, co widać było przez non stop zaszklone oczy. Nikt chyba jeszcze nie widział płaczącej Ludmiły.
Oparłam głowę o ramię bruneta patrząc na jego śpiącego braciszka. Delikatnie odgarnęłam mu grzywkę z zaczerwienionej twarzyczki uśmiechając się. León oparł głowę o ścianę i zaczął wpatrywać się w sufit. Nikt się nie odzywał. Tym bardziej pani Verdas, która siedziała prosto z zaciśniętą szczęką i wpatrywała się w zegar, którego wskazówki chodziły zbyt wolno. Jej najwidoczniej to nie przeszkadzało. Jej oczy były przekrwione przez to, że cały czas płakała. Nie zawracała sobie głowy wycieraniem łez, bo cały czas pojawiały się nowe i nie miałoby to sensu. Pan Verdas to świetny człowiek, który traktował mnie jakbym już od dawna była członkiem ich rodziny. Był także wspaniałym dziadkiem, dopóki nie stracił jedynej wnuczki.
Wszyscy byli wstrząśnięci śmiercią malutkiej Nicole. Była naprawdę uroczym i rozkosznym dzieckiem. Zwłaszcza León i ja. Przez pierwsze parę tygodni po jej śmierci zastanawialiśmy się co zrobiliśmy nie tak, że do niej dopuściliśmy. Byliśmy aż tak złymi rodzicami? Później już zaczęliśmy zdawać sobie sprawę z tego, że to nie jest nasza, ani niczyja wina. Najwidoczniej tak miało być, a my nie mogliśmy w żaden sposób tego powstrzymać.Nagle z sali powolnym i ciężkim krokiem wychodzi lekarz. Mężczyzna, na około 30 lat zatrzymuje się widząc nas wszystkich. Kciukiem pociera brodę i wzdycha. Pod jego oczami doskonale widoczne są oznaki zmęczenia, czego stara się nie okazywać odchodząc żywszym krokiem. Lecz nikt poza mną nie poświęca mu najmniejszej uwagi.
-Może odwiozę cię do domu, już długo tu siedzisz - wyszeptał León gładząc kciukiem skórę na plecach swojego małego brata. -I nie wyglądasz zbyt dobrze.
-Właśnie to chce usłyszeć każda kobieta od swojego partnera - burknęłam cicho pod nosem. -Nie zostawię cię tutaj, doskonale to wiesz - dodałam siadając bokiem.
-Powinnaś teraz spać, a nie siedzieć tu z nami - powiedział i przekazał Josh'a swojej siostrze bliźniaczce, po czym wstał i wyciągnął dłoń w moją stronę. Spojrzałam w górę na jego twarz po czym wstałam z westchnięciem i chwyciłam jego rękę, po czym splotłam nasze palce.
Jazda samochodem do mojego domu nie trwała długo. Wręcz przeciwnie, nim się obejrzałam samochód Leóna zatrzymał się na podjeździe. W kuchni zapalone było światło. Czyli rodzice jeszcze nie spali. Do tej pory przyzwyczajeni byli do tego, że albo wracam późno, albo wcale nie wracam na noc do domu i wcale im to nie przeszkadzało. Ludzie się zmieniają, moi rodzice też.
Pożegnałam się z Leónem całusem w policzek i przebiegłam na schody prowadzące do drzwi wejściowych. Odwróciłam się i pomachałam Leónowi zanim odjechał, po czym jak najciszej weszłam do domu. Zamknęłam drzwi i weszłam do salonu. Z jadalni dobiegały odgłosy rozmowy i śmiechów. Spojrzałam na zegarek. 03:24. Z westchnięciem powolnymi krokami przemieściłam się do jadalni. Zdębiałam gdy zobaczyłam przy stole Alex'a wraz z jego rodzicami. Chłopak siedział znudzony przy dużym stole i pukał palcami w stół.
O nie. Tylko nie on. Każdy, tylko nie on. Po co rodzice ich tu zaprosili? Dlaczego akurat ich? Przecież wiedzą co się kiedyś stało, a ja nie mam zamiaru im tego przypominać. Stwierdziłam, że nie będę robiła teraz zamieszania i później z nimi porozmawiam, gdy Alex'a i jego rodziców nie będzie już w moim domu.
-O, Viola! Już jesteś! - Prawie krzyknęłam mama gdy wreszcie raczyła mnie zauważyć. -Siadaj z nami.
Nie. To nie jest dobry pomysł. Jak León się dowie, że on u mnie jest nie będzie skakał z radości. Przynajmniej mam taką nadzieję. W głębi duszy jestem tego pewna, po tym co stało się jeszcze nie tak dawno, a Alex był tego przyczyną. Ale to innym razem.
-Nie, dzięki - mruknęłam, aby tylko ona mnie usłyszała. Niestety. Wścibska matka
-To może pójdziecie z Alex'em do siebie?- proponuje tata, a ja zaciskam dłoń w pięść. Tylko nie to. Dzięki ci tato. Też cię kocham.
Ojciec zawsze chciał abym była z Alex'em. Czy on nigdy nie zaakceptuje Leóna? No cóż. To ja jestem z Leónem, a nie mój ojciec więc on nie ma tu nic do gadania. Mama uwielbia Leóna, ja tak samo. Dlaczego tata nie może spojrzeć na niego z mojej perspektywy? León jest dla mnie idealny. Nie wyobrażam sobie siebie z jakimś innym mężczyzną u boku.
Przeklinam ojca w myślach, lecz niezauważalnie przytakuję. Alex podnosi się z krzesła uradowany prawie go przewracając. Mamroczę cicho pod nosem i zmierzam w stronę schodów. Słyszę, że szatyn depcze mi po piętach, lecz staram się nie zwracać na niego uwagi. Gdy weszłam do domu cisnęłam telefonem o łóżko i zdjęłam sweter, który wcześniej miałam na sobie. Nawet nie spoglądam na chłopaka, który siada na rogu mojego łóżka.
-Porozmawiamy?- Pyta cicho. Prychnęłam.
-My? - zapytałam wskazując palcem to na niego, to na siebie. -Nie mamy o czym.
-Właśnie mamy, i dobrze o tym wiesz - warknął w moją stronę.
Nigdy nie wiem jak zachować się w takiej sytuacji. Nie lubię się kłócić. Z nikim. Nawet z nim.
-Właśnie nie wiem - wymamrotałam i przygryzłam wargę. Nie lubię takich sytuacji.
Chłopak wstaje i podchodzi do mojego biurka. Bierze do rąk ozdobną ramkę ze zdjęciem ukazującym mnie, Leóna i naszą małą zmarłą córeczkę. Patrzy zdziwiony na fotografię. Rozgląda się chwile po pokoju i zauważa łóżeczko stojące pod ścianą.
-Macie dziecko?- zapytał cicho odstawiając przedmiot na swoje miejsce.
-Mieliśmy - poprawiam go cicho. W moim gardle powoli pojawia się gula, a oczy zaczynają mi się szklić. Nie płacz. Nie przy nim.
-Przepraszam... - szepcze cicho. -Nie wiedziałem - dodał cicho. Przeczesał włosy palcami. Zawsze tak zrobi gdy jest zdenerwowany, zdezorientowany lub smutny.
-Nie miałeś kiedy się dowiedzieć - powiedziałam przełykając gulę. -Nie masz za co przepraszać -dodałam cicho.
Siadam ponownie na łóżku i biorę do ręki telefon. Odblokowuje ekran i wchodzę w galerię zdjęć. Wybieram pierwsze lepsze zdjęcie małej Nicole i pokazuję mu. Siada obok mnie i dokładnie przygląda się zdjęciu.
-Miała na imię Nicole - mówię cicho starając się opanować płacz. -Miała tylko osiemnaście miesięcy, kiedy... - nie daję rady dokończyć. Zakrywam twarz w dłonie. Po chwili czuję, jak silne ramię obejmuje mnie i przytula do siebie.
Zapominam o przeszłości i wtulam się w Alex'a. Potrzebuję teraz pocieszenia, inaczej załamię się. Nie chcę ponownie przechodzić przez to wszystko. Chcę już żyć normalnie, a rozpamiętywanie Nicole nic mi nie da.
-Strasznie mi przykro - mówi cicho chłopak i całuje mnie w skroń. Wzdrygam się delikatnie, lecz nie odsuwam się.
-Tak... Mnie też - mówię przecierając podpuchnięte oczy. łapię się koszulki chłopaka i wtulam twarz w zagłębienie w jego szyi.
Siedzimy w zupełnej ciszy. Nim zdążę się zorientować, zasypiam w ramionach Alex'a.
______
Doberek! ;D
Wiem, że się naczekaliście i na dodatek rozdział jest mega krótki i nudny, lecz nie dam rady dopisać tutaj więcej. Jednak jestem całkiem zadowolona z tego rozdziału. Alex. Będzie z nim trochę kłopotów. Zobaczymy jak to wszystko się rozwinie.
->solista<-

